Młodzi ludzie – i to nie tylko w naszym regionie – nie spieszą się z
zawieraniem małżeństw i to z kilku powodów. Po pierwsze, brak pracy.
Po drugie, brak pieniędzy. Po trzecie, no cóż, bez pracy i pieniędzy nie
starczy nawet na stroik do samochodu. Czy wśród rachunków, zleceń,
formalności jest zatem jeszcze miejsce na miłość?
Czasy się zmieniają. Internet, agencje towarzyskie, szybki seks, szybkie
życie. Wszystko ma swoje miejsce, cenę i czas. Najpierw nauka, studia, języki,
wyjazd do Stanów, potem dobry staż w znanej firmie i praca. To jednak nie koniec,
przecież trzeba się ustawić. Potrzebna jest duża kasa na ładny dom lub
mieszkanie, samochód i dobrą zabawę. A czasu ciągle brak. Gdzie tu miejsce na
ślub, a tym bardziej dzieci?
Okazuje się, że – na szczęście? – jest. Jedni, co prawda, faktycznie nie
spieszą się z legalizacją swego związku, licząc, co by tu jeszcze do chwili jego
zawarcia osiągnąć. Inni natomiast, biorąc niby wzór ze swych rodziców, zupełnie
inaczej się do ślubu i weselnej uroczystości przygotowują.
Weekendowa miłość
- Skąd ja mam wziąć pieniądze na wesele!? – irytuje się Ewa, pracownica
bydgoskiego Centrostalu. – Przecież żeby z kimś być, trzeba najpierw coś mieć!
Ten pogląd jest bardzo charakterystyczny dla młodych bydgoszczan.
Najlepiej odzwierciedla go masowość zjawiska przez starszych określanego jako
“życie na kocią łapę”. Co najciekawsze, niezwykle rzadko zdarza się, by ktokolwiek
potępiał takie postępowanie, może oprócz księży i mieszkańców wsi. (more…)